środa, 17 kwietnia 2013

refresh + one shot

Cześć!
Dawno mnie tutaj nie było, nie ukrywam. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że ktokolwiek przeczyta moje wypociny i kiedy dzisiaj, przypadkiem, weszłam na ten blog i zobaczyłam 21 656 wyświetleń - zatkało mnie! Dziękuję za każdy komentarz, których jest naprawdę dużo i za każde wyświetlenie! To dla mnie znaczy niesamowicie wiele.
Jeśli ktoś nadal i tu jest, i jest zainteresowany moim one-shotem o Zouisie, to zapraszam do przeczytania. Ale ostrzegam, że mój styl pisania trochę się zmienił przez te 10 miesięcy ;)


Siedziałem na kanapie w salonie i zastanawiałem się, co z robić z tak rozpoczętą sobotą. Słońce delikatnie wchodziło zza chmur; zapowiadał się słoneczny, ciepły, kwietniowy dzień. Właściwie nie miałem konkretnych planów, a nie byłem na tyle zmęczony minionym tygodniem, aby przespać całą wolną sobotę. Chciałem, żeby coś się wydarzyło, ale nie miałem pomysłu, jak stać się sprężyną tego wydarzenia.
Na mojego chłopaka, Zayna, nie mogłem liczyć. Byliśmy parą już od trzech, więc znałem go wystarczająco długo, aby stwierdzić, że jest okropnym leniem, więc podejrzewałem, że obudzi się koło 15, zje kurczaka na obiad i pójdzie dalej spać. Nie chciałem mu się narażać, bo już w zeszłym tygodniu obudziłem go z jego po-kurczakowej drzemki.
Ku mojemu zaskoczeniu, w pewnym momencie zawibrował mój telefon, oznajmiając nadejście sms. Otworzyłem szerzej oczy widząc, że wiadomość jest od Zayna. Już sam fakt, że w sobotę o godzinie 10 był na tyle ogarnięty, żeby do mnie napisać był zadziwiający. Czym prędzej otworzyłem wiadomość:
„Hej, Boo! Spotkajmy się dzisiaj. Przyjdę po Ciebie o 19. A, i ubierz się jakoś. Zayn x”
Jak zwykle, konkretny i rzeczowy. Odpisałem mu tylko krótkie:
„Do zobaczenia, Zay! Xx”
Po czym zacząłem się zastanawiać, co też mu wpadło do głowy. Do dziewiętnastej miałem mnóstwo czasu, ale mimo to poszedłem do szafy zobaczyć co mogę włożyć. Stwierdziłem, że skoro Zayn Mistrz Dresu Malik kazał mi się „jakoś” ubrać, to znaczy, że mam się ubrać lepiej niż zwykle. Jedyne, co rzuciło mi się w oczy, jako odpowiednie na tę okazję były miętowe rurki i biała koszula. Przejrzałem jeszcze raz półki, szukając czegoś ładniejszego, ale niestety – nie udało mi się. „Było szybciej informować, Malik” – pomyślałem i położyłem wyciągnięte z szafy ubrania na fotel.
„10:34”. Wciąż mam jakieś osiem godzin, więc co mogę robić w tym czasie?
Przypomniało mi się, że ostatnio mój kumpel, Harry, pożyczył mi „ciekawą” książkę o homoseksualizmie. Uśmiechnąłem się pod nosem. Kochałem czytać o głupotach, które na ten temat wypisywały sfrustrowane feministki. Po chwili ogarnęłam mnie straszna senność i chociaż rzadko zdarzało mi się ucinać drzemki w ciągu dnia, już po chwili zasnąłem.
Kiedy się obudziłem, w popłochu spojrzałem na zegarek. „17:54” Odetchnąłem z ulgą, ale już po chwili wstałem i powolnym krokiem udałem się w stronę łazienki. Wziąłem prysznic, umyłem zęby i ubrałem wcześniej przygotowane ubrania. „Jestem gotowy” – uśmiechnąłem się do siebie i wziąłem do ręki telefon. Byłam osiemnasta czterdzieści pięć, więc zaraz pojawi się mój Zorro. Jakby na zawołanie, usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem je z uśmiechem i zobaczyłem stojącego w nich Zayna z bukietem kwiatów. Miał nieskazitelnie czysty czarny garnitur i wypastowane czarne buty. Jego włosy były, jak zawsze, idealnie ułożone, a na twarzy widniał najpiękniejszy na świecie uśmiech.
- Proszę, to dla Ciebie – powiedział, a ja oszołomiony wziąłem kwiaty. Nie spodziewałem się takiego oficjalnego spotkania, dlatego speszyłem się. Chłopak najwyraźniej to zauważył, bo powiedział:
- Wyglądasz tak seksownie, Lou. Khm, miałem na myśli, że wyglądasz wspaniale – delikatnie pocałował mnie w policzek i wystawił dla mnie swój łokieć – Zapraszam pana ze mną – oznajmił, a ja ostrożnie złapałem go za rękę, zamykając drzwi. Wyszliśmy na ulicę, a w nasze twarze uderzył podmuch ciepłego wiatru. Zamrugałem kilka razy, bo nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Zayn prowadził mnie do... limuzyny?
- Ale, Zayn... – zacząłem, ale on mnie uciszył, otwierając drzwi i wpuszczając mnie przodem. Po chwili sam wsiadł z drugiej strony i powiedział kierowcy, że możemy jechać.
- Gdzie jedziemy? – spróbowałem drugi raz, tym razem skutecznie.
- Na obiad – szybko odpowiedział Zayn i odwrócił wzrok. Przysunąłem się bliżej do niego i oparłem głowę na jego ramieniu, rozkoszując się zapachem jego perfum. Był taki... idealny, ale z drugiej strony czułem, że jest trochę zdenerwowany. Pocałowałem go delikatnie w szyję, na co zadrżał i spojrzał na mnie.
- Zaraz pojedziemy, LouLou – mruknął i pogłaskał mnie po włosach. Zgodnie z jego zapowiedzią, już po kilku minutach samochód się zatrzymał, a my wysiedliśmy przed jedną z najdroższych restauracji w Londynie. Chciałem zasugerować, że kierowca pomylił adres, ale samochodu już nie było. Zayn pewnym ruchem złapał mnie za rękę i pociągnął po schodach do wejścia. Przez chwilę szeptał coś do portiera, po czym weszliśmy do środka. Zacząłem się rozglądać po wnętrzu, bo szczerze mówiąc, pierwszy raz byłem w tak luksusowym miejscu. Lampy były wysadzane diamentami, na podłogach leżały najdroższe, ręcznie robione, indyjskie dywany, a ściany zdobiły przepiękne obrazy. Byłem tak oczarowany tym widokiem, że przez chwilę zapomniałem, że stoimy z Zaynem na środku hallu. Ten jednak wydawał się nie być zaskoczony moją reakcją, tylko kulturalnie czekał, aż skończę napawać się pięknem pomieszczenia.
- Zay, co MY tu robimy? – zapytałem szeptem. Czułem, że nie pasujemy tutaj. Większość, o ile nie wszystkie, nasze randki odbywały się w podrzędnych restauracjach czy kawiarniach, takich jak Starbucks. A teraz stoimy w tak pięknym miejscu, że miałem wrażenie, że nawet królowa nie jest godna zjeść tutaj obiadu.
Zayn tylko uśmiechnął się w odpowiedzi i skinął na kogoś ręką. Po chwili podeszła do nas sympatyczna, młoda dziewczyna.
- Dzień dobry, pan Malik i Tomlinson? – skinęliśmy głowami – Niezmiernie miło mi panów powitać w naszych skromnych progach – „ta, skromnych!” – pozwólcie, że wskażę wam wasz stolik – powiedziała i poprosiła, żebyśmy szli za nią. Minęliśmy inne pary, rozkoszujące się zapewne pysznymi daniami i dotarliśmy do stolika umieszczonego centralnie na środku sali. Mimo, że wszyscy inni goście byli zajęci sobą nawzajem, czułem się obserwowany.
- Rozluźnij się, Louis – uśmiechnął się Zayn i odsunął mi krzesło, żebym mógł usiąść.
- Nie trzeba – burknąłem, rumieniąc się.
- Trzeba. To będzie nasz wieczór – oznajmił Zayn i powiedział, że mogę wybrać z menu co tylko sobie życzę. Uśmiechnąłem się pod nosem. „Pewnie odkładał na ten obiad całe miesiące”.
Kiedy skończyliśmy jeść nasze niesamowicie dobre i wspaniale przyrządzone dania, przy naszym stoliku zapadła cisza. Czułem, że rośnie napięcie, mimo że po prostu siedzieliśmy naprzeciwko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Takie rzeczy się czuje. Po chwili, ku mojemu zdziwieniu, Zayn wstał i krzyknął na całą salę:
- Przepraszam, proszę o ciszę! – jak na zawołanie, wszyscy umilkli i patrzyli się na sprawców tej sytuacji, czyli mnie i mojego chłopaka. Wstałem, bo może Zayn chciał mnie poprosić do tańca albo coś. Chociaż to nie w jego stylu. Po pełnej męczącego napięcia ciszy, Zayn złapał mnie za rękę i zaczął mówić:
- Louis. Zaprosiłem Cię dzisiaj tutaj, bo może nie pamiętasz, ale dzisiaj wypada czwarta rocznica, kiedy się poznaliśmy. Tak, to było wieki temu, ale wtedy poznałem osobę, którą pokochałem jak nikogo innego. Kiedy spojrzałem wtedy na Ciebie poczułem coś innego niż dotychczas. Tak bardzo się bałem, że możesz nie czuć tego samego, że uroiłem sobie jakieś niestworzone rzeczy. Tymczasem nie, Ty jesteś najlepszym partnerem, jakiego mogłem sobie wymarzyć – zrobił pauzę – Louis, kocham Cię. Kocham każdy kawałek Ciebie, każdą cząstkę Ciebie. Kocham to, jak się rumienisz, kiedy powiem Ci coś miłego. Kocham to, jak patrzysz na mnie z wyrzutem, kiedy zostawię bałagan w salonie. Kocham Twój promienny uśmiech. Kocham, kiedy przytulasz mnie i czuję się bezpiecznie. Kocham Twoje włosy, Twoje uszy i twoje niesamowite usta, którym nigdy nie będę mógł się oprzeć. Dziękuję Ci, że otworzyłeś moje oczy na zupełnie inny świat. Dziękuję Ci, że wybaczasz mi moje wady i błędy. Dziękuję Ci, że jesteś ze mną i nigdy nie mnie okłamujesz. Dziękuję Ci, za to, że więcej się uśmiecham i że jestem szczęśliwy. Przepraszam, jeśli kiedykolwiek zraniłem Cię jakimś słowem lub czynem. Przepraszam, że nie jestem idealny i że możesz mi naprawdę wiele zarzucić. Przepraszam, jeśli Cię czymś zawiodłem. Przepraszam. Dziękuję, że mi tak wiele wybaczasz i obiecuję, że będę lepszym człowiekiem. Bo dzięki Tobie staję się lepszy – Zayn zamilkł na chwilę, otworzył małe pudełeczko i uklęknął przede mną – Dlatego, przy wszystkich tutaj zgromadzonych, chciałbym zapytać: Louisie Williamie Tomlinsonie, czy wyjdziesz za mnie?

Dziękuję za uwagę! :)
A, i jakby ktoś chciał, nie obraziłabym się za krótki komentarz :3
Miłego dnia wszystkim! xx

sobota, 9 czerwca 2012

O Harrym

- O Boże, nic panu nie jest? – podbiegłaś do leżącego na ulicy chłopaka, który chwilę wcześniej został potrącony przez samochód. – Proszę pana?! Niech ktoś zadzwoni po karetkę! – krzyknęłaś do gapiów, zbierających się wokół Was.
Chwilę później dało się słyszeć syrenę pogotowia.
- Tutaj! – pomachałaś do ratowników. – Mężczyzna jest nieprzytomny, ale oddycha. – poinformowałaś.
- To dobrze. – odrzekł jeden z nich. – Czy chce pani jechać z nami?
- Tak. – odpowiedziałaś pewnym głosem.
„Chwila, chwila..” – pomyślałaś – „po co ja jadę z nimi?”. Uświadomiłaś sobie, że zwyczajnie zauroczyłaś się w tym słodkim chłopaku. Na głowie miał burzę loków, śliczne zielone oczy i był w Twoim wieku. Cóż, szkoda że poznaliście się w takich okolicznościach..
- Dzień dobry. – powiedziała do Ciebie sekretarka – Czy była pani świadkiem zdarzenia?
- W sumie to tak. – odpowiedziałaś. – Widziałam jak tego chłopaka potrącił samochód, którego kierowca wymusił pierwszeństwo na skrzyżowaniu, więc pobiegłam udzielić mu pomocy.
- Dobrze, dziękuję. Owy mężczyzna, to niejaki Harry Styles. Zna go pani?
„Harry Styles”..coś Ci to mówiło. Czyżby to ten loczek, który brał udział w przesłuchaniach do X-Factora? Tak, to ON!
- W sumie to znam, ale nie osobiście. – odrzekłaś.
- Aha. A jak się pani nazywa?
- [Twoje imię i nazwisko].
- A to ciekawe..Bo pan Styles właśnie ciągle powtarza „[T.I.,T.I]”.
- Czy mogę pójść z nim porozmawiać?
- Tak, proszę, przed chwilą się obudził.
Weszłaś do pokoju który wstała Ci sekretarka.
- Cześć. – powiedziałaś nieśmiało.
- Hej! – odpowiedział uśmiechnięty chłopak – Jestem Harry Styles, miło mi Cię poznać.
Jego głos sprawiał, że uginały się pod Tobą kolana, ale starałaś się być silna.
- Ja jestem [T.I]. Przepraszam, że pytam tak wprost, ale – masz dziewczynę?
- Nie, niestety. Dzisiaj zerwałem z moją dziewczyną, Julią. Pech chciał, że gdy wracałem do domu potrącił mnie samochód.
- Bardzo mi przykro, Harry. Świetnie śpiewałeś w X-Factorze. – postanowiłaś zmienić temat na przyjemniejszy.
- Dziękuję! A Ty ślicznie wyglądasz, [T.I]. – zarumieniłaś się od jego słów.
Rozmawiałaś z nim jeszcze dobre parę godzin. Świetnie się dogadywaliście, on był idealny. Uroczy, słodki, romantyczny. Jak cudownie opowiadał Tobie o randkach z Julią..a ta ciota go zdradziła! Doskonale Ciebie rozumiał, mogłaś z nim rozmawiać na każdy temat. Ideał.
Byłaś u niego jeszcze kilka razy, a potem wypisali go ze szpitala.
- Może skoczymy na lody, [T.I]? – odkąd byłaś jego dziewczyną, mówi do Ciebie zdrobniale.
- No pewnie Hazza, chodźmy! – zgodziłaś się i poszliście.
W drodze do lodziarni trzymaliście się za ręce i gadaliście tyle, jakbyście nie widzieli się od lat.
Gdy weszliście do środka, Harry poślizgnął się na mokrej podłodze i upadł.
- Hahahaha, ale z Ciebie gamoń! – śmiałaś się w głos. Ale Harry się nie ruszał ani nie odzywał. – Harry? HARRY?! – podbiegłaś do niego. Nie oddychał. Umarł. Usłyszałaś, jak ostatni raz zabiło mu serce – Harry.. – powiedziałaś i rozpłakałaś się. Miałaś świadomość, że właśnie straciłaś najlepszego przyjaciela. Takiego, który trafia się raz na milion. Nie potrafiłaś normalnie funkcjonować. Nie mogłaś znieść myśli, że już nigdy nie usłyszysz jego zniewalającego głosu, że nie zobaczysz jego cudownego uśmiechu. Że już go nie ma i nigdy nie będzie.
Płakałaś bez przerwy, od kilku tygodni. Nie chodziłaś do szkoły. Twoi przyjaciele i rodzina starali się Ciebie pocieszać, spędzać z Tobą jak najwięcej czasu. Jednak pewnego razu, kiedy Twoja przyjaciółka przyszła do Ciebie, zobaczyła tylko karteczkę:
„Przepraszam kochani. Teraz jestem szczęśliwa razem z Harrym”.

O Hazzie

- Nie, nie i jeszcze raz! – Harry coraz wyraźniej podkreślał, że nie chce, żebyś z nim szła na podpisywanie płyt.
- Ale dlaczego? – zapytałaś i spojrzałaś na niego smutny wzrokiem. Szybko spuściłaś twarz ku podłodze, bo nie chciałaś żeby zobaczył, że masz łzy w oczach. Po prostu, pierwszy raz na Ciebie krzyczał i się denerwował, a Ty nie wiedziałaś dlaczego..
- Przepraszam, trochę się uniosłem – spojrzał na Ciebie i pokornie się uśmiechnął – nie chcę Cię narażać, będzie tam mnóstwo fanek, ochrona, jeszcze ktoś Ci coś zrobi kochanie.
- No dobrze, zostanę. Ale wiedź, że będę baaaaardzo tęsknić! – również się uśmiechnęłaś i dałaś Hazzie buziaka. – A teraz leć się ubierać, przecież podpisywanie jest już za 1 godzinę!
- Oh, masz rację! Ja już pojadę do siebie do domu, a od razu po spotkaniu przyjadę do Ciebie.
- Dobrze. – pocałowałaś go jeszcze raz i zamknęłaś za nim drzwi.
„Dziwne” – pomyślałaś – „jeszcze nigdy nie miał nic przeciwko temu, żeby wszędzie z nim chodziła..E, przewrażliwiona jestem” – zakończyłaś swój wewnętrzny monolog i poszłaś zobaczyć co jest w telewizji. Okazało się, że pokazują podpisywanie płyt przez One Direction na żywo.
Szybko odszukałaś wzrokiem Harrego. Na jego kolanach siedziała jakaś dziewczyna i dość namiętnie go pieściła.
- Złaź z mojego chłopaka, zołza – mruknęłaś do siebie i oglądałaś dalej.
W pewnym momencie widzisz, że Twój chłopak gorąco pocałował tą dziewczynę. Z wrażenia spadłaś z fotela, ale starałaś się nie wysuwać pochopnych wniosków. Usiadłaś z powrotem na fotelu i wlepiałaś oczy w Hazzę.
Po chwili coś w Tobie pękło. Jak Harry zaczął macać jej piersi i całować ją. Widziałaś przez przeszklone łzami oczy, że Niall stara się powstrzymać Harrego. Irlandczyk wskazał na kamerę. Styles momentalnie puścił „fankę” zrzucił ją z siebie..i dalej nie oglądałaś. Wyłączyłaś telewizor i jedynym odgłosem w domu był Twój płacz.
- Gówniarz, pierdoła, idiota, debil, ciota! – wymieniałaś po kolei wszystkie brzydkie słowa które znałaś, żeby rozładować w sobie wściekłość. Zaczęłaś rzucać poduszkami po pokoju. Rozbiłaś talerz i dwie szklanki. W końcu się zmęczyłaś i zasnęłaś na kanapie.
„Bum!Bum!”                                                     
- Co to? – zapytałaś samą siebie podnosząc się z kanapy. Spojrzałaś w stronę okna. To Harry stał na balkonie z bukietem kwiatów.
- Spier*alaj. – rzuciłaś przez zęby, wzdrygając się na samą myśl o przeprosinach od tego idioty.
Nie czekając na odpowiedź, odeszłaś od okna i zaczęłaś sprzątać w mieszkaniu. Nie zwracałaś uwagi na to, że Harry ciągle tam swoi. Minęły dwie godziny i zaczął padać śnieg, bo był środek zimy. Spojrzałaś w okno – Styles nadal tam czekał, dygotał na całym ciele. Był w samej marynarce, a na dworze było -10C. Zaczął się trząść, był przemarznięty na kość i nie miał już siły stać. Ale czekał, nie dawał za wygraną, chciał o Ciebie walczyć. Patrzył na Ciebie błagalnym spojrzeniem, prosto w oczy. Widząc, że zwróciłaś na niego uwagę, złożył ręce jak do modlitwy, padł na kolana i zaczął prosić, żebyś mu wybaczyła i żebyś go wpuściła.
Nie wytrzymałaś. Pobiegłaś do łazienki i zaczęłaś napełniać wannę gorącą wodą, w kuchni wstawiłaś wodę na herbatę, a z sypialni wzięłaś bardzo ciepły koc. Podeszłaś do balkonu. Spojrzałaś na niego i otworzyłaś drzwi. Nie dałaś mu nic powiedzieć, żeby wzięłaś kwiaty, odłożyłaś na stół, a przemarzniętego Hazzę położyłaś na kanapie i otuliłaś kocem. Przyniosłaś mu gorącej herbaty.
- Jak się czujesz? Przepraszam, jestem okropna. W łazience czeka na Ciebie wanna pełna gorącej wody, więc ogrzej się i wtedy porozmawiamy. Tak Cię przepraszam! – powiedziałaś, a po policzku spłynęła Ci łza. Czułaś się okropnie po tym, jak potraktowałaś tak Harrego.
- Za co Ty mnie przepraszasz? Za to że postałem chwilę na mrozie? Może i było mi zimo, ale ciągle myślałem tylko o jednym – jak ja Cię przeproszę! Jestem palantem, okropny, debilem i idiotą! Naprawdę nie wiem co we mnie wstąpiło..ja.. – nie dałaś mu dokończyć.
- Już nic nie mów, naprawdę. Nie ma sensu.
- Ale kochanie! Ja nie chcę Cię stracić! Daj mi wyjaśnić! – błagał Harry.
- Nie. – odpowiedziałaś stanowczym głosem i złapałaś go za rękę – Idziemy.
- [T.I], proszę Cię, daj mi powiedzieć! – krzyczał Harry.
- Nie! – krzyknęłaś i wepchnęłaś go do łazienki. – Albo się rozbierzesz, albo wrzucę Cię w ubraniu do tej wanny. Masz mi się ogrzać, biedaku! Przeze mnie przemarzłeś na kość, przepraszam Harry!
- To ja Cie przeprasz.. – zaczął.
- Time over. – powiedziałaś i wepchnęłaś chłopaka w ubraniu do wanny.

O Harrym

- Hej, uważaj! – krzyknęłaś do jakiegoś chłopaka, który wpadł na Ciebie w sklepie, przez co upuściłaś zakupy.
- Oh, tak Cię przepraszam! – opowiedział mężczyzna i dopiero wtedy zobaczyłaś jego twarz. Harry Styles, z zespołu One Direction, właśnie zbierał Twoje zakupy.
- Harry Styles..? – zapytałaś cicho, zupełnie oszołomiona.
- Tak, ale proszę Cię, nie rób sensacji. Przyszedłem tu tylko na zakupy. – poprosił – A Ty, jak masz na imię?
- Jestem [T.I] – odpowiedziałaś niepewnie.
- Piękne imię i piękna dziewczyna. – uśmiechnął się Harry, a Ty spuściłaś wzrok na podłogę.
- Już nie trzeba, sama to pozbieram, na pewno masz ważniejsze sprawy na głowie. – powiedziałaś, jednak w duchu modliłaś się, żeby ta chwila nigdy nie minęła.
- No coś Ty, to ja Cię potrąciłem, więc to ja to pozbieram. Chcesz może pójść na spacer po wyjściu ze sklepu? – zapytał.
- Oczywiście! – uśmiechnęłaś się.
- A nie będzie Ci przeszkadzało, jak będą też Niall, Liam, Zayn i Louis?
- Ma mi przeszkadzać, że poznam moich idoli? W życiu, będę zachwycona.
- To świetnie. Chcesz coś jeszcze kupić, czy idziemy do kasy?
Jeszcze chwilę pochodziliście po sklepie, potem poszliście do kasy. Stanowczo odmawiałaś, jak Hazza proponował że zapłacić, ale on zrobił swoje.
- Oddam Ci te 20 $. Jak nie Tobie, to któremuś z chłopaków! – zaśmiałaś się.
- Nawet mi się nie waż! – Hazza pokazał Ci język i pomachał do chłopaków, siedzących w samochodzie.
- Hej panowie. To jest [T.I], dziewczyna którą poznałem w sklepie. Idziemy razem na spacer, chcecie iść z nami? – zapytał Harold.
- Uhuhuhu, miłość od pierwszych zakupów? – zaśmiał się brunet, ubrany w bluzkę w paski i spodnie na szelkach – Miło mi, jestem Louis. – wyciągnął do Ciebie rękę.
- Ja Niall.                                                         
- Liam.
- Oraz Zayn.
Po poznaniu osobiście Twojego ulubionego zespołu, poszliście na spacer. Jednak okazało się, że jednak nie poszliście do parku, tylko do willi chłopców.
- Mamy tam basen, zjeżdżalnie.. – opowiadał podekscytowany Niall, w drodze do domu.
Świetnie się bawiliście, nawzajem wrzucaliście się do wody i zjeżdżaliście ze zjeżdżalni. Chłopcy byli jak normalni nastoletni panowie, a nie jak wielkie gwiazdy. Najbliższej byłaś z Hazzą, w końcu wylądowaliście razem w łóżku.
- To dozwolone? – zapytałaś słodko Hazzę, głaszcząc go po plecach.
- No nie wiem.. – odpowiedział, zdejmując Ci koszulkę. Dalej się nie odzywaliście. Po kolei, zdejmowaliście sobie nawzajem kolejne części garderoby, byliście coraz bardziej napaleni na siebie. W końcu zrobiliście to.
Obudziłaś się zupełnie naga, w łóżku z gołym Hazzą. Na początku byłaś przerażona, ale już po chwili zrelaksowałaś się i zasnęłaś powrotem, wtulona w ramiona Hazzy.

O Zaynie

Szłaś późnym wieczorem ze słuchawkami w uszach. Chciałaś odpocząć od wszystkiego. Rodzice znowu się kłócili, nauczycielka wmawia ojcu, że wagarujesz. Słuchałaś akurat „I wish”, One Direction. Po drugiej stronie chodnika, zobaczyłaś nikogo innego, jak tylko Twojego byłego chłopaka, obściskującego się z jakąś blond laską. W tym momencie piosenka idealnie określała, to co czułaś. „Oh, how I wish, that was me..” – powiedziałaś po cichu i ścierając łzę z policzka poszłaś dalej. Tuż przed Tobą, na krawężniku siedział wysoki chłopak z ciemnymi włosami i również przyglądał się scenie po drugiej stronie ulicy. Usiadłaś obok niego i powiedziałaś:
- To mój chłopak..Właściwie były chłopak. – nie wiedziałaś skąd nagle w Tobie tyle pewności siebie, żeby zaczepić nieznanego mężczyznę, w dodatku wieczorem, na niemalże pustej ulicy. Równie dobrze mógł to być seryjny morderca, wypatrujący ofiary. Ale ufałaś mu, miałaś wrażenie, że coś Cię z nim łączyło.
- A to moja dziewczyna.. – szepnął, wskazując głową na blondynę całującą się z Twoim byłym. Uśmiechnęłaś się słabo do chłopaka i spojrzałaś na jego twarz. On w tym samym momencie odwrócił głowę w Twoją stronę, więc nieśmiało spuściłaś wzrok. – Zostawiła mnie wczoraj..Słuchasz „I wish”? – zapytał.
- Tak..Szczerze mówiąc, czuję właśnie to, co śpiewają chłopcy.. – wyznałaś.
- ZAYN! – pisnęła blondynka, która jeszcze chwilę temu przytulała się do Franka, Twojego byłego.
- Czego ode mnie chcesz, Perrie? – zapytał ze złością, piorunując dziewczynę wzrokiem.
- Ja..jednak chcę do Ciebie wrócić. Jednak go nie kocham. – powiedziała całkowicie normalnie, jakby zostawienie chłopaka i powrót potem do niego, to była najzwyklejsza rzecz na świecie.
- Nie. Ja zrobiłby dla Ciebie wszystko! Rezygnowałem z prób, żeby się z Tobą spotkać! Skończyłby za Tobą w ogień, a Ty mnie traktujesz, jak zabawkę! – zdenerwował się chłopak, a Ty przyglądałaś się temu z coraz większym niepokojem.
- A co z tym, „but here I am, asking you for one more chance”? Tylko tak sobie śpiewasz, panie gwiazdo, a sam nie potrafisz tego zrobić?! – krzyknęła blondyna.
- Perrie, nie rozumiesz tego? Z nami koniec, nie będę nagrodą pocieszenia. Przykro mi, teraz masz Franka..Żegnaj. – zakończył, wstał i poszedł. Nie wiedziałaś do końca dlaczego, ale również wstałaś i pobiegłaś za nim. Stwierdziłaś, że go nie dogonisz, więc stanęłaś:
- „If I’m louder, would you see me? Would you lay down in my arms and recue me? Cos we are the same..” – Zayn spojrzał na Ciebie zaskoczony, ale zatrzymał się.

Odwróciłaś się i spojrzałaś na Franka przytulającego Perrie. Po twarzy ściekło Ci kilka łez, na dodatek zaczął padać deszcz. Nawet nie zorientowałaś się, kiedy Zayn zaczął Cię mocno przytulać.
- Nie płacz już. Jesteś za piękna, żeby się smucić. – pocieszył Cię i pocałował delikatnie w czoło. Chciałaś, żeby ta chwila trwała wiecznie, czułaś się taka bezpieczna w jego ramionach. Niestety, któreś z Was musiało zakończyć, a Zayn okazał się tym rozsądniejszym. – Chodź, porozmawiamy w jakieś kawiarni, zamiast tu moknąć. – zaproponował, a Ty niewiele myślą, zgodziłaś się. Weszliście do Milkshake City, które o tej porze nie miało zbyt wielu klientów.
- Poproszę dwa shaki One Direction. – zamówił Zayn.
- Jeden, niestety nie mam przy sobie pieniędzy. – odpowiedziałaś.
- Zapłacę za Ciebie, przecież nie wypada, żeby dziewczyna sama za siebie płaciła. – uśmiechnął się – Może powiesz mi, jak masz na imię?
- Jestem [T.I.].
- Miło mi, jestem Zayn, ale to już chyba wiesz. – zaśmiał się i spojrzał Ci w oczy – Jesteś wyjątkowa..I nie mówię tego każdej dziewczynie. – ostrzegł, a Ty się roześmiałaś.
- A co Ty, panie gwiazdo, robiłeś o 22 sam na ulicy? – zaciekawiłeś się.
- W sumie, wyszedłem, żeby odpocząć, ale spotkałem Ciebie i nic z tego nie wyszło. – zażartował.
- Hahaha, odezwał się! – uderzyłaś go w ramię.
- Proszę, oto Państwa shaki, życzę miłego wieczoru, a w zasadzie, dnia. – Waszą rozmowę przerwała kelnerka.
- A która jest godzina? – zapytał Malik.
- Dochodzi północ, panie Zayn. A pana menager dzwonił, zapytać się czy pan tu jest..powiedziałam, że nie dostałam pozwolenia na udzielenie tej informacji.
- Bardzo dobrze, dziękuję. Mam jeszcze coś do załatwienia. – spojrzał wymownie na Ciebie. Szybko wypiliście shaki, Zayn zapłacił i nie przeciągając ruszyliście w stronę Twojego domu. Gdy staliście pod bramą, Malik nie za bardzo wiedział, jak ma się zachować, więc stanęłaś na palcach, pocałowałaś go:
- Dziękuję za dzisiejszą noc. – szepnęłaś i zniknęłaś za bramą.


O Harrym

- Harry, debilu! – wołałaś za uciekającym przed Tobą po całym ogrodzie Loczkiem. 
- No co, taką masz słabą kondycję? – droczył się z Tobą, jednocześnie trochę zwalniając.
- Błagam, oddaj mi to już!
- Co? – zapytał, patrząc na Ciebie niewinnie.
- ODDAJ MI MÓJ TELEFON! – krzyknęłaś i wyrwałaś chłopakowi urządzenie. – Idiota! – pobiegłaś do altany i udawałaś, że płaczesz. Zrobiłaś to na tyle umiejętnie, że Hazza miał wyrzuty sumienia i nabrał się.
- [T.I], przepraszam..Nie chciałem.. – zaczął słodką paplaninę, od której zrobiło Ci się niedobrze. Spojrzałaś na niego wesoło, a on widząc że go znowu nabrałaś na tę samą sztuczkę, wziął Cię na ręce, przerzucił przez ramię i zaniósł do salonu. – Mamy w szeregach zdrajcę! – ogłosił chłopakom siedzącym w salonie i mocniej Cię złapał.
- Znowu nabrałeś się na sztuczkę z płaczem, gówniarzu? – naśmiewał się z niego Lou, a Ty razem z nim. Chociaż nie było Ci szczególnie do śmiechu, bo zwisałaś głową w dół z ramiona Hazzy i za żadne skarby nie mogłaś się uwolnić.
- Pff! – prychnął Loczek i niósł Cię po schodach do naszego pokoju.
- Daj mi spokój.. – mruknęłaś, widząc ten błysk w oczach Harrego.
- No proooooszę! – spojrzał na Ciebie z miną kota ze Shreka.
- Jak ona nie chce, to ja mogę! – zaoferował się Lou, wchodząc do pokoju. Jak zwykle, bez pukania.
- Ja już Cię nie lubię. I nie nazywaj mnie gówniarzem!
- Kto gówniarz? – zainteresował się Niall, wchodząc do pokoju.
- Na pewno nie ja! – uprzedził Zayn z łazienki.
- I znowu się zaczyna.. – westchnął Liam, schodząc do kuchni.
- Bo Lou mnie nazywa gówniarzem! – poskarżył się Hazza chłopakom, siadając na łóżku ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma.
- Bo nim jesteś! – zaśmiał się Zayn i przybił Lou piątkę. Tylko biedny Nialler nie wiedział czyją stronę powinien trzymać, więc poszedł zjeść to, co Liam zrobił w kuchni.
- No wiecie co! – fochnął się Harry – Nie odzywam się do Was!
- No weź, Loczuś.. – powiedział słodko Lou, siadając młodemu na kolanach. Harry objął go w talii i już chciał go pocałować, kiedy nagle..Zrzucił Loui’ego na podłogę!
- Osz Ty świnio! – krzyknął Lou, masując obolałe ramiona.
- To za gówniarza. – uśmiechnął się triumfalnie Harry i chciał Cię pocałować w policzek, kiedy szybko przesunęłaś twarz, i zaskoczony Hazz pocałował Cię w usta.
- Umm.. – westchnęłaś rozmarzona, kładąc się na łóżku.
- Blee, dajcie mi kosz, bo zwymiotuję! – mruknął Lou, jak zwykle na widok moich czułości z Hazziem.
- Nie narzekaj, Tommo. – zganił go Zayn i wyciągnął za rękę z pokoju.
- Nareszcie sami.. – szepnął Ci Harry na ucho, kiedy drzwi od Waszego pokoju się zamknęły.
- Harry, idiota, nie dzisiaj.. – błagałaś, kiedy chłopak pożerał Cię wzrokiem.
- Idę do toalety, zaczekaj chwilę. – wstał, oswobadzając Cię. Wiedziałaś, że teraz masz czas na ucieczkę, inaczej będziesz musiała ulec jego Stylesowości. Przez korytarz nie było szans, zobaczyłby Cię. „OKNO!” – wymyśliłaś i już po chwili wspinałaś się na parapet.
- Trochę wysoko. – mruknęłaś, widząc wysokość z której miałaś zaraz skoczyć. Na szczęście zobaczyłaś Lou, przechodzącego obok. – Louis!
- Hahahaha, co Ty robisz? – zapytał, zginając się w pół ze śmiechu. Rzeczywiście, wyglądałaś przekomicznie, siedząc na parapecie.
- Uciekam przed Harrym, błagam, pomóż! – spojrzałaś na niego błagalnie.
- Do czego to doszło, że dziewczyny odmawiają seksu z Harrym Stylesem z One Direction? – naśmiewał się Lou, ale zdecydował się pomóc Ci.
- Kochanie, gdzie jesteś? – usłyszałaś głos Harrego, krzątającego się po pokoju.
- Harry! – pisnęłaś zduszonym głosem i skoczyłaś na Louisa. Przewróciliście się, ale już po chwili wstaliście i zaczęliście uciekać spod okna.
- [T.I]!!! Jeszcze Cię dorwę! – odgrażał się Hazza.

Lou pociągnął Cię za rękę, żebyś biegła szybciej. Stanęliście przy basenie ogrodowym i rozglądaliście się na boki, w celu namierzenia pozycji Stylesa. Nagle chłopak pojawił się przed Tobą i zaczął powoli zbliżać się do Ciebie. Instynktownie zrobiłaś krok w tył i..wleciałaś do basenu.
- HARRY! – wydarłaś się najgłośniej jak mogłaś i złapałaś chłopaka za nogę.
- Puść mnie, kotku. – powiedział słodko i wyszarpał się. Lou pomógł Ci wyjść z wody, a Harry stał obok uśmiechając się niewinnie. Zawsze tak robił, kiedy byłaś na niego zła. Spiorunowałaś go wzrokiem, ale już po chwili odwzajemniłaś uśmiech. Harry spojrzał na Ciebie podejrzliwie, bo nie wiedział, dlaczego Ci tak wesoło.
- Harry, słońce! – powiedziałaś i rzuciłaś się na chłopaka, żeby go przytulić.
- Aaaaa! Mokro! – krzyczał, wyrywając się.
- Naprawdę? Och, przepraszam! – uśmiechnęłaś się złośliwie – 2:1 dla mnie, Styles.
- Już niedługo, [T.N.]
- Hahaha, zobaczymy! – zaśmiałaś się i razem poszliście przebrać mokre ubrania.
- Jak to jest do cholery możliwe, że oni ciągle sobie dokuczają i jednocześnie się tak bardzo kochają?! – mruknął pod nosem Lou i poszedł do domu.
Wieczorem, siedzieliście razem w salonie. Chłopcy zaprosili jeszcze Eleanor i Danielle, żeby zorganizować noc filmową. Leżałaś pod kocem, przytulona do Hazzia i wszyscy piliście gorącą czekoladę.
- To co? – zapytał Lou, żeby rozruszać imprezę – Co oglądamy pierwsze?
- Może film z dzieciństwa Hazzy, ten o tytule „Pierwsza kupka Harrego do nocniczka”? – zapytałaś, a wszyscy się roześmiali – 3:1 – szepnęłaś chłopakowi do ucha.
- Tak się bawimy? – zmrużył oczy Hazza – To my idziemy na chwilę do pokoju! – zakomunikował chłopak, po czym wziął Cię na ręce i wyniósł z salonu.
- POMOCY! LOU, NIALLER, KTOKOLWIEK! – darłaś się, ale chłopcy tylko wzruszyli ramionami. Najwyraźniej spiskowali przeciwko mnie z tym gówniarzem.
- No co? – zapytałaś, siadając na łóżku. Udawałaś obrażoną.
- Słuchaj, długo nad tym myślałem..Stwierdziłem, że to nie ma dłużej sensu. Nie kocham Cię już. – wydusił z siebie. Spojrzałaś na niego przerażona, zbladłaś, ale nic nie mówiłaś. – Hej, słyszysz mnie? – zapytał, patrząc Ci w oczy. W sumie to żyłaś, że przeżywałaś właśnie mini-zawał serca. A przynajmniej jemu się tak wydawało. Położyłaś się na łóżku i zaczęłaś się trząść, jak w ataku epilepsji. Harry patrzył na Ciebie wielkimi oczami. – Ej, [T.I.], słyszysz mnie? Skarbie? – wargi zaczęły mu odmawiać posłuszeństwa, a głos się łamał. Z oczu zaczęły cieknął łzy. Pochylił się na Tobą.
- PRIMA APRILIS! – wrzasnęłaś w tym momencie i zerwałaś się z łóżka. Patrzyłaś z góry na chłopaka.
- TY DEBILKO! – wrzasnął głośniej niż Ty i rzucił się na Ciebie. Szarpaliście się na podłodze, a jak się zmęczyliście położyłaś się na Hazzie.
- Wiesz, jak mnie przestraszyłeś, jak powiedziałeś, że mnie nie kochasz? – zapytałaś.
- Dziś pierwszy kwietnia..Chwila, przecież Ty już po chwili się zorientowałaś, prawda?! – spojrzał na Ciebie zdezorientowany.
- Jasne, że tak, głupolu.
- TO DLACZEGO UDAWAŁAŚ TEN ZAWAŁ?! – wydarł się, patrząc na Ciebie z oburzeniem.
- 4:1 – szepnęłaś i namiętnie go pocałowałaś.

O Hazzie

- Cześć, Directioners! – zawołał Liam, zaczynając twitcama. – Długo by opowiadać, jak cudownie jest tutaj w USA, ale bardzo tęsknimy za fanami z Wielkiej Brytanii i Irlandii. Po powrocie zrobimy dla Was podpisywanie płyt i spotkania. Bardzo dziękujemy za wspieranie nas, nawet jak jesteśmy tak daleko..
- Eh – westchnęłaś, siedząc przed monitorem – dlaczego on musi być taki idealny? I dlaczego nigdy nie przyjadą do Polski? Co my im takiego zrobiłyśmy? – mruczałaś, pijąc Frugo.
- Mamy dla Was jeszcze jedną informację, konkretnie dla Polish Directioners!
- Taaa, że nigdy do nas nie zawitacie? To już wiemy..
- Przyjedziemy do Polski za miesiąc.
- Super..ŻE CO?! – z wrażenia zakrztusiłaś się napojem – Hahahaha, dobry żart. – „Good joke” – napisałaś w twicie do Liama.
- To nie jest żart. – powiedział Payne, uśmiechając się do monitora. – Naprawdę. Odwiedzimy Łódź, Warszawę i Trójmiasto. W każdym z miast damy dwa koncerty i zrobimy spotkanie dla fanów..
- AAAAAAA! – zaczęłaś się drzeć na całe gardło.
- Dlaczego akurat Polska? Dlatego, że chcemy pokazać, że zauważamy Wasze starania. Niestety, mało odpisujemy na twity dlatego, że jest ich bardzo, bardzo wiele. Nasze komórki często nie wytrzymują takiej ilości nowych wiadomości i po prostu się zawieszają. Nie myślcie, że Was ignorujemy! Więc, Hello Poland, zaczynamy 1 lipca w Gdańsku! – nie mogłaś uwierzyć własnym uszom, to było zbyt cudowne..

*miesiąc później, dzień przyjazdu 1D do Polski*

- LIAM, I LOOOOVE YOU! – darłaś się najgłośniej jak mogłaś – HAZZA, I LOOVE YOU! – Harry zareagował. Starał się z Tobą złapać kontakt wzrokowy, ale Ty cały czas śledziłaś wzrokiem Liama. W końcu, nie wytrzymał i podeszł.
- Hi, I’m Harry Styles! – powiedział, stając tuż przed Tobą. Cudem utrzymałaś się na nogach pod wpływem jego głosu.
- Omg, kocham Cię Harry! – krzyknęłaś i nie pytając o pozwolenie, przytuliłaś go.
- Zła fanka! Puść Hazzę! Zła, zła fanka! – wołał Paul starając się odciągnąć Ciebie od Loczka.

O Niallu

Mieszkasz w Londynie od dwóch lat. 
Po zakończonych zajęciach stwierdziłaś, że jesteś głodna, więc poszłaś na obiad do Nando’s. Uśmiechnęłaś się pod nosem wchodząc do środka, bo od razu przyszło Ci do głowy Twoje marzenie – spotkać Nialla. Jednak wiedziałaś, że to nierealne. Nie byłaś już dzieckiem, żeby w takie coś wierzyć.
Gdy weszłaś do środka, okazało się, że nie ma już wolnych stolików. Nie chciało Ci się szukać innej restauracji, więc podeszłaś do chłopaka z kapturem na głowie, który siedział sam przy stoliku.
- Mogę się dosiąść? – zapytałaś.
- Tak, jasne. – odpowiedział, nie podnosząc głowy. Byłaś ciekawa kim jest, że tak się ukrywa, ale zaraz przyszło Ci do głowy, że to jakiś naćpany menel, więc usiadłaś w odpowiedniej odległości.
- Czy są państwo gotowi złożyć zamówienie? – do stolika podeszła młoda kelnerka.
- Tak. Poproszę trzy naleśniki z truskawkami i herbatę pomarańczową. – powiedziałaś szybko, bo chciałaś jak najszybciej zjeść i oddalić się od stolika.
- Ja poproszę kurczaka. – zamówił ze śmiesznym akcentem menel. To był chyba Irlandzki akcent. Byłaś przekonana, że to był irlandzki akcent.
- Co myślisz o One Direction? – zapytałaś chłopaka/żula.
- Eeee, piątka śpiewających idiotów..Chociaż ten Niall Horan..umm.. – rozmarzył się Twój rozmówca. Zrobiłaś zdegustowaną minę i udawałaś, że jesteś pochłonięta czytaniem menu. „Nie tylko naćpany menel, ale jeszcze gej..” – myślałaś z obrzydzeniem.
- A Ty co o nich myślisz? – wyrwał Cię z zamyślenia głos chłopaka. „Co jak co, ale głos to ma sympatyczny” – pomyślałaś.
- Bardzo ich lubię, jestem ich wielką fanką! Moim marzeniem jest poznanie ich! – uśmiechnęłaś się.
- A co byś powiedziała, jakby się okazało, że jestem jednym z nich? – zapytał, jakby z nadzieją w głosie.
- Hahahahaha – zaśmiałaś się. Chłopak spojrzał na Ciebie swoimi niebieskimi oczami. „O mój Boże, to NIALL!” – krzyczał jakiś głos w Twojej głowie. – To znaczy – poprawiłaś się – raczej nie mogłabym w to uwierzyć..To byłoby niesamowite. – uśmiechnęłaś się do chłopaka. Wciąż nie miałaś pewności, czy to on, czy to jakiś naćpany menel z irlandzkim akcentem, o niebieskich oczach.
- Miło mi Cię poznać, jestem Niall Horan. – przedstawił się chłopak, podając Ci rękę.
- O mój Boże..Nia.. – krzyknęłaś, ale w porę się zreflektowałaś i dodałaś – O mój Boże, jestem w Nando’s! Ulubionej restauracji Nialla! – ludzie patrzący się na Was tylko spojrzeli na Ciebie jak na wariatkę i wrócili do swoich lunch’ów.
- Dzięki. – uśmiechnął się blondas, szczerząc zęby.
- Na początku myślałam, że jesteś jakimś naćpanym menelem, albo coś – roześmiałaś się w głos. Niall się zdenerwował, chwycił solniczkę, wysypał całą jej zawartość na Twoją głowę i uciekł.

O Zaynie

- Poradzi sobie pani? – zapytał sprzedawca w sklepie sportowym, podając Ci deskorolkę.
- Tak, tak. Może pan już iść. – spławiłaś go, żeby spokojnie wypróbować sprzęt. Stanęłaś na deskę, przejechałaś dosłownie dwa metry i się przewróciłaś.
- A mówiłaś, że dasz sobie radę! – nad Tobą pojawił się z nikąd Zayn.
- Bo dam! – fuknęłaś i korzystając z pomocy chłopaka podniosłaś się. – A co Ty tutaj robisz? Nie powinieneś być na próbie z chłopakami?
- Cóż, jak widać obecnie jesteśmy tutaj w sklepie. – wskazał głową na Nialla, Harrego, Lou i Liama grających w piłkę na mini boisku. – Chcesz się nauczyć jeździć czy nie?
- Chcę!
- To wskakuj jeszcze raz, pomogę Ci. – po słowa Zayn weszłaś na deskę i momentalnie z niej spadłaś. Tym razem prosto na Malika.
- Przepraszam, nic Ci nie jest? – zapytałaś troskliwie.
- Nie, marudo. – pokazał Ci język – Próbuj jeszcze raz! – kilka razy spróbowałaś i za każdym razem spadałaś na Zayna.
- Nie masz już dość? – zapytałaś za siódmym razem, leżąc z chłopakiem na podłodze.
- Nie! Nauczysz się jeździć! – mruknął z determinacją.
- No dobra.. – westchnęłaś zrezygnowana. Za ósmym razem udało Ci się, jechałaś i patrzyłaś na cieszącego się Twoim sukcesem Zayna. Jednak nie zauważyłaś kosza z piłkami na środku i sklepu, i wjechałaś w nie. Zamknęłaś oczy, pewna że rozwalisz sobie głowę. Nic nie poczułaś. Powoli otworzyłaś jedno oko, potem drugie i zobaczyłaś uśmiechniętą twarz Zayna.
- Nic Ci nie jest, nie bój się. – otulił Cię mocniej swoimi silnymi ramionami – Moja dziewczynka – pocałował Cię w czoło, na co reszta chłopców zareagowała zduszonym chichotem.

O Niallu i Hazzie

- Przepraszam, mogę zadać Ci kilka pytań? – zapytała Cię dziennikarka, kiedy stałaś na światłach ze znajomymi. Stwierdziłaś, że nie masz nic ciekawego do roboty, więc się zgodziłaś. 
- Pytania będą dotyczyć brytyjskiego zespołu One Direction. – zaczęła.
- Brytyjsko-irlandzkiego. – poprawiłaś automatycznie i uśmiechnęłaś się.
- Tak, masz rację. A więc, pierwsze pytanie; czy wiesz może, coto jest „Torn”?
- Oczywiście. Jest to pierwsza piosenka, którą chłopcy zaśpiewali jako grupa, tuż po połączeniu ich w X Factorze. Od tego się zaczęło.. – zamyśliłaś.
- Dobrze, drugie pytanie. Kto to Danielle?
- Dziewczyna Liama.
- Który z chłopców jest najstarszy?
- Louis.
- Który z nich jest uważany, za najbardziej próżnego?
- Zayn.
- A który z nich jest Twoim ulubionym? – uśmiechnęła się tajemniczo dziennikarka.
- Wydaje mi się, że Niall, ale nie poznałam ich nigdy na żywo, więc ciężko mi powiedzieć. – odpowiedziałaś, zgodnie z prawdą.
- To będziesz miała okazję. – dziennikarka wskazała na bus za jej plecami. Po chwili wyszli z niego..One Direction. Zaniemówiłaś z wrażenia, wytrzeszczyłaś oczy i patrzyłaś na nich nieprzytomnym wzrokiem. Byli..idealni. Z tego stanu wybudziła Cię przyjaciółka, dając Ci mocnego kopniaka w kostkę.
- J-jestem [T.I].. – jąkałaś się, przenosząc wzrok z jednego na drugiego.
- Liam, Zayn, Harry, Louis i Niall. – przedstawił chłopaków Paul, po czym zniknął w busie.
- A-ale, jak, Wy tutaj? Co?! Jak? – zadawałaś bezsensowne pytania. Wyglądałaś zupełnie jak totalna wariatka, którą właśnie wypuścili z psychiatryka. Najwyraźniej chłopacy już spotkali się z takimi przypadkami, bo dokładnie wiedzieli, jak się zachować.
- Masz ochotę pójść z nami na lody? – zaproponował Zayn, uroczo się uśmiechając.
- Tak, z przyjemnością. – odparłaś pewniejszym głosem i wzięłaś kilka głębokich oddechów, żeby uspokoić nerwy. Gdy doszliście do kawiarni, chłopcy poprosili o 6-osobowy stolik w osobnej sali, żeby krzyczące fanki Wam nie przeszkadzały.
- Więc, [T.I.] – zaczął Harry, ale nie skończył, bo chyba nie wiedział co powiedzieć. Zapadła niezręczna cisza. Spuściłaś wzrok na podłogę i lekko gniotłaś koszulkę ze zdenerwowania. Zawsze wydawało Ci się, że jak spotkasz chłopaków, to będziecie mieli tysiąc dwieście tematów do rozmów, a tutaj nie potrafisz powiedzieć nawet słowa..Na szczęście pomógł Ci Louis.
- Może powiesz nam coś o sobie? – podpowiedział, starając się złapać z Tobą kontakt wzrokowy.
- Jasne. Więc, mam na imię [T.I], właśnie poznałam moich idoli, zachowuję się jak idiotka, bo boję się do Was zagadać..A i czekam aż zamówimy lody. – zaśmiałaś się razem z chłopakami.
- Nie zachowujesz się jak idiotka! – zaprzeczył Liam – Nie każdy jest tak otwarty jak Lou, przy pierwszym spotkaniu. Nie denerwuj się, jesteśmy tylko zwykłymi chłopakami!
- To powiedź to tym dziewczynom za oknem. – wskazałaś dłonią na duże okno za ich plecami.
- Wooow. Przyszły podziwiać mój nowy fryz. – zachwycał się Zayn.
- Skromny jak zawsze. – stwierdziłaś i spojrzałaś się na niego pokazując mu język. Do tej pory tylko Harry siedział cicho, a Ty i chłopcy zaczęliście się rozkręcać.
- Dlaczego się nie odzywasz? – zapytałaś w końcu Harrego.
- Wiesz – odpowiedział za niego Louis – on jest trochę nieśmiały przy pierwszym spotkaniu..Szczególnie, jak..
- Jak to powiesz, to Cię zabiję. – naburmuszył się Harry.
- Dobra, dobra, panie Styles. – zaśmiał się Lou, a Ty z zaciekawieniem przyglądałaś się Harremu.
- Wiesz – zaczęłaś, wciąż patrząc w zielone oczy Loczka – zawsze mi się wydawało, że Ty jesteś taki kozak, pewniak, niczego się nie boisz. A już szczególnie w stosunku do kobiet..
- A to źle, że nie jestem? – zapytał, patrząc na Ciebie smutno.
- To właśnie dobrze. – zapewniłaś. – Po prostu myślałam, że to na przykład Niall..
- Ej!
- ..albo Liam..
- Foch.
- ..są tacy nieśmiali i spokojni, a Ty taki typowy frontmen. Teraz, kiedy Cię bliżej poznałam, stwierdziłam, że tak nie jest..a w sumie, to wy wszyscy jesteś extra i świetnie się z Wami bawię. Dziękuję. – powiedziałaś, uśmiechając się promiennie, do każdego po kolei. Jak spojrzałaś na Harrego, ten spuścił wzrok, a Nialler się zarumienił pod wpływem Twojego spojrzenia. – Dobra, teraz ciekawszy temat. – zaśmiałaś się wesoło.
- No nareszcie! Chodzi o mnie, prawda? – zapytał pewny siebie, Malik.
- Jasne. – mrugnęłaś do Louisa – Jak Ci się układa z Perrie?
- Dobrze, dziękuję. Perrie jest wspaniała. Jak już będziesz chodzić z..AŁĆ! – Nialler kopnął go pod stołem – tooo znaczy, jak już się bliżej zaprzyjaźnimy, to chętnie Ci ją przedstawię.
Rozmowa rozwijała się coraz ciekawiej, po wcześniejszej tremie, nie było śladu. Po trzech godzinach, chłopcy odwieźli Cię do domu, podali Ci swoje telefony i umówiliście się na kolejne spotkanie. Leżąc w łóżku, myślałaś, o co chodzi Niallowi, Louisowi i Harremu..

Siedziałaś na fotelu i czekałaś aż chłopcy przyjdą. Zaprosiłaś ich na obiad, film i granie na konsoli, bo nie miałaś ochoty nigdzie wychodzić. Po chwili usłyszałaś delikatne pukanie. Podeszłaś do drzwi i otworzyłaś. Stał tam, dość elegancko ubrany, Harry z pudełkiem czekoladek wartych pewnie tyle, co Twoja miesięczna pensja.
- Dzień dobry pani. – przywitał się, wręczając Ci czekoladki z wesołym uśmieszkiem.
- Hej Hazza, dziękuję. A z jakiej to okazji? – zapytałaś, ciekawa odpowiedzi.
- A, bez okazji. Mogę wejść, czy będziemy tu stać?
- Jasne, chodźmy. – ledwo usiedliście na kanapę, rozległo się pukanie.
- Pójdę do toalety. – zakomunikował Harry, a Ty ruszyłaś w stronę drzwi. Gdy je otworzyłaś, zobaczyłaś Nialla, który opierając się o framugę, nonszalancko się uśmiechał.
- Cześć, to dla Ciebie. – wyjął zza pleców bukiet białych róż. – Mam nadzieję, że je lubisz. – dodał nieśmiało.
- Bardzo lubię, dziękuję. – uśmiechnęłaś się promiennie i przytuliłaś blondasa. Zapach jego perfum sprawił, że ugięły się pod Tobą kolana. Odkleiłaś się od niego i patrzyliście na siebie. Już chciałaś go nieśmiało pocałować, ale przerwał Wam Harry:
- Halo, ja czekam! – zawołał z salonu. Kiedy weszłaś z Niallem do pokoju, spiorunowałaś Harrego wzrokiem, na co on tylko wzruszył ramionami i spojrzał na Ciebie z miną niewiniątka.
- Jesteś głodny? – zapytałaś Irlandczyka.
- Też pytanie! Jasne, że tak. – odpowiedział.
- Ja też. – wtrącił się Harry.
- Na co masz ochotę? – uśmiechnęłaś się w stronę Niallera, który był zachwycony, że poświęcasz mu uwagę.
- Może..naleśniki? – zaproponował nieśmiało.
- Mogą być. – znowu wtrącił się Hazza.
- Zaraz Wam zrobię, jakby Liam, Lou i Zayn przyszli, otwórzcie drzwi. – ostatni raz spojrzałaś na Horana i przelotnie na Hazzę i poszłaś do kuchni. Już po chwili, One Direction byli w komplecie, bo Liam, Zayn i Louis przyszli razem. Chciałaś wejść do pokoju, żeby przynieść naleśniki, ale usłyszałaś rozmowę chłopców:
Niall: Jestem przekonany, że ona woli mnie.
Lou: Wolne żarty, jestem pewien, że Harry ma takie same szanse.
Harry: No właśnie! Ja jestem bardziej seksowny i męski.
Niall: A ja bardziej uroczy!
Liam: I zabawny!
Niall: To mnie chciała pocałować. Ciebie, z tego co wiem, nawet nie przytuliła.
Harry: To prawda, może byłem za mało romantyczny przy pierwszym kontakcie, ale na pewno to nadrobię!
Zayn: Pff, wiadomo, że to ona zdecyduje, więc nasze założenia są bezsensowne. Jedno jest pewne – jestem najpiękniejszy z nas!
Liam, Niall, Liam i Harry: Pff!
- Hej, gotowi na naleśniki? – zapytałaś wchodząc do pokoju z mieszanymi uczuciami.
- Jasne! – krzyknął Horan. Obdarzyłaś go ciepłym uśmiechem, na co Harry prychnął zdegustowany. Jedliście naleśniki w ciszy, a Niall i Hazza mierzyli się spojrzeniami. W końcu nie wytrzymałaś:
- Przepraszam, ale dłużej tak nie mogę. Podsłuchałam Waszą rozmowę z kuchni..
- To niekulturalne! – przerwał Liam.
-..wiem i przepraszam. Ale nie o to chodzi. Wy – zwróciłaś się do Nialla i Harrego – naprawdę o mnie konkurujecie?
- Użyłby innego słowa, ale w sumie tak. – odpowiedział za nich Lou.
- Louis! Pytałam ich. – wskazałaś ruchem głowy na Horana i Stylesa.
- Tak.. – bąknął Harry, unikając Twojego spojrzenia.
- Powinniście się wstydzić. – spojrzałaś na nich chłodno, a wszyscy chłopcy, jakby zapadali się w kanapę.
- Może my już wyjdziemy.. – powiedział lekko przestraszony Liam i ciągnąc za sobą chłopców wyszedł z mieszkania.
Kiedy wyszli położyłaś się na kanapie i starałaś się uporządkować myśli. Już wiedziałaś dlaczego tak postąpiłaś..
- Przecież nie mogę powiedzieć, że kocham właśnie JEGO! – powtarzałaś szeptem, a po Twoich policzkach spłynęło kilka łez..

Stwierdziłaś, że nie ma sensu płakać. Mimo, że chłopcy dopiero wyszli, z głośno bijącym serce wybrałaś numer Nialla:
- Tak słucham? – powiedział chłodno.
- Cześć Nialler, to ja.. – zaczęłaś nieśmiało, obawiając się jego reakcji.
- A, to Ty! Przepraszam, nie poznałem Cię – mówił wesołym głosem Niall – co chciałaś?
- Moglibyście..wrócić? Wiem, to głupie, ale przemyślałam to sobie i przepraszam. Jeśli nie chcecie.. –
- Za 2 minuty jesteśmy! – krzyknął Irlandczyk i rozłączył się. Poszłaś do kuchni nastawić pizzę i równo po dwóch minutach usłyszałaś pukanie. Pobiegłaś otworzyć. Kiedy zobaczyłaś uśmiechnięte twarze chłopców od razu poprawił Ci się humor.
- Dzięki, że przyszliście! – powiedziałaś i przytuliłaś Nialla. Harry stał z boku i przyglądał się temu ze smutkiem.
- A my? – dopomniał się Zayn. Zaśmiałaś się i przytuliłaś kolejno Zayn, Liama, Louis i na końcu Harrego.
- Nie smuć się. – szepnęłaś mu do ucha i razem z chłopakami poszłaś do salonu.
- Możemy usiąść czy zaraz znowu będziemy musieli wyjść? – zapytał Lou, za co dostał w łeb od Liama. – No przecież żartuję!
- Zaraz Ty będziesz musiał czekać pod drzwiami. – zaśmiałaś się i poszłaś zobaczyć co z pizzą. Stojąc w kuchni, poczułaś jak ktoś delikatnie kładzie Ci ręce na biodrach. Odwracasz się i widzisz Nialla, który głupkowato się uśmiecha.
- Co się szczerzysz? – zapytałaś, pokazując mu język.
- Nic. Po prostu cieszę się, że jeszcze mi nie dałaś z liścia w twarz, za to, że tak się do Ciebie zbliżam. – nie odpowiedziałaś, tylko delikatnie go pocałowałaś w policzek.
- Może być? – zapytałaś, Nialler się zarumienił.
- MY CHCEMY PIZZĘ, MY CHCEMY PIZZĘ! – usłyszeliście bunt chłopców z salonu.
- JUŻ IDZIEMY! – krzyknęłaś i podałaś Niallowi talerz z pizzą. Po chwili się odwróciłaś, żeby nałożyć jeszcze kilka kawałków, ale niechcący go potrąciłaś i pizza wyleciała mu z rąk prosto na Twoją koszulkę.
- Ty cioto! – roześmiałaś się z niezdarności Niallera. Jednak on schylił głowę, unikając Twojego wzroku. – Ej, przepraszam, wiesz, że to dla żartu Niall! – chłopak nie odpowiadał. Przytuliłaś go, a on schował głowę w Twoją szyję. Poczułaś, że masz lekko mokre ramiona. – Nialler, co jest? Przecież to tylko gówniana pizza, każdemu może się zdarzyć!
- Ale mi się to zawsze zdarza.. – powiedział łamiącym się głosem Niall i spojrzał na Ciebie smutno. – I zawsze przy osobie, na której mi zależy.. – widząc jego żałosne spojrzenie też miałaś ochotę się rozpłakać, ale zagryzłaś wargi.
- Niall?
- Tak? – podniósł głowę. Wykorzystałaś tą chwilę i namiętnie pocałowałaś go w usta.
- Przepraszam, chyba przeszkadzam.. – powiedział Harry, który w tym momencie wszedł do kuchni. – Widzę, że nie mam tu czego szukać. – spojrzał na Ciebie przeciągle i skierował się do wyjścia.
- Harry, STÓJ! – zawołałaś – Kocham Cię!
- A-a ja? – załamał się totalnie Niall.
- Ciebie też kocham!
- Uuuu, gra na dwa fronty! Ostra sztuka! – wtrącił się rozbawiony Lou.
- Nie, nie na dwa fronty. Niall, kocham Cię jako chłopaka, jako MOJEGO chłopaka. – Irlandczyk momentalnie się rozpromienił, natomiast Hazza starł łzę z policzka. – Harry, Ciebie kocham jako przyjaciela..Nawet coś więcej niż przyjaciela..Błagam, wybacz mi..Gdybym mogła mieć dwóch chłopaków..
- W porządku. – uśmiechnął się Harry i Cię przytulił.
- Nigdy nie myślałam, że to powiem, bo nigdy nie wierzyłam, że Was poznam..Kocham Was chłopcy, jesteście niesamowitymi facetami i zasługujecie na kogoś lepszego niż ja.
- HAHAHAHAHA! – roześmiali się chłopcy.
- Kogoś lepszego niż Ty? Wolne żarty skarbie, jesteś najlepsza. To TY jesteś moją księżniczką. – Niall spojrzał w Twoje oczy - Na CIEBIE czekałem przez te wszystkie lata..Kocham Cię.

O Niallu i Harrym

- Mam dla Was dzisiaj niecodzienne informacje. – zaczął Wasz wychowawca, na jak zwykle nudnej, lekcji języka angielskiego. „Niecodzienne informacje..pewnie ogolił sobie pachy.” – pomyślałaś złośliwie i uśmiechnęłaś się do siebie, napawając się swoim dowcipem. – Więc, nowości są takie, że dzisiaj odwiedzi nas pewien zespół.
- Jonas Brothers? – zachichotałaś pod nosem.
- Blisko, panno [T.I.]. One Direction.
- Prze-epraszam, może pan powtórzyć? – zająknęłaś się, porażona jego słowami.
- Mogę. Dzisiaj odwiedzi nas One Direction. Dotarło do panny, czy mam powtórzyć jeszcze raz? – zirytował się nauczyciel.
- Dotarło, dziękuję. Ale jak to? Za ściągnięcie chłopców na własny użytek, trzeba zapłacić tyle kasy, że nigdy w życiu pan tyle nie zarobi! – powiedziałaś, z właściwą dla Ciebie złośliwością.
- Bardzo śmieszne. Nasza sprawa jak ich ściągnęliśmy. Zobaczycie się z nimi za godzinę.
- Aaaaaaaaaaaa! – zaczęłaś krzyczeć, piszczeć i biegać po sali. O mało nie wypadłaś przez okno, przez ten napad radości. Po kilku minutach się zmęczyłaś i usiadłaś do ławki. – Przepraszam, bardzo się ucieszyłam. – sapnęłaś z udawaną skruchą. Nauczyciel tylko przewrócił oczami, westchnął i przeszedł do dalszej części informacji.
- Więc, potrzebuję ochotnika, który będzie reprezentował naszą szkołę przed One Direction.
- Ja, ja, ja, ja, ja chcę! – darłaś się, podnosząc rękę i podskakując w miejscu.
- Widzę, że chcesz, ale nie wiem czy się nadajesz. – starał się ostudzić Twój zapał anglista. „Nie, nie w takim momencie!” – dodałaś sobie odwagi.
- Dam sobie świetnie radę, nie musi się pan martwić.
- Ehh – mruknął nauczyciel – to skoro nikt inny nie chce, nie mam wyboru.
- YEAH BUDDIE! – wrzasnęłaś na całe gardło. Byłaś tak szczęśliwa jak nigdy w życiu, ale wydawało Ci się, że to za piękne, żeby było prawdziwe. Spojrzałaś podejrzliwie na nauczyciela, a ten tylko wzruszył ramionami i zaczął o czymś gadać. Nie słuchałaś go, byłaś zbyt zafascynowana faktem, że zaraz poznasz swoich pięciu mężów..
W końcu męki na lekcji dobiegły końca. Razem z nauczycielem, wyszłaś przed szkołę. Po kilku minutach zgrodziła się tak reszta uczniów. Postaliście przez 10 minut. W Tobie wszystko się dosłownie gotowało, miałaś wrażenie że wybuchniesz.
Podjechał. Bus One Direction. Pierwsi z niego wysiedli ochroniarze, a potem..Harry, Liam, Niall, Zayn i Louis. Nie powstrzymałaś się, po prostu darłaś się na całe gardło ze szczęścia. Po Twoich policzkach spłynęło kilka łez. Anglista szturchnął Cię, że masz podejść i powitać ich w naszej szkole. Niepewnym krokiem, ruszyłaś ku piątce uśmiechniętych chłopaków, machających do uczniów. Gdy Liam zauważył Twój strach, zachęcił Cię ruchem ręki żebyś podeszła. Nie trzeba było Ci dwa razy powtarzać.
- Hi! – powiedziałaś, walcząc ze stresem.
- Hi! – odpowiedzieli chórem.
- Witamy w naszej szkole..Jesteśmy zaszczyceni, goszcząc Was tu.. – powoli tworzyłaś zdaniach, a chłopcy z uwagą przysłuchiwali się Tobie. Po chwili starań, stwierdziłaś, że to nie ma sensu, więc powiedziałaś po prostu – Witajcie, jestem Waszą największą fanką, kocham Was! – rzuciłaś się na Nialla mocno go przytulając. W tej chwili podbiegł do Was nauczyciel i starając się odciągnąć Ciebie, przepraszał chłopców.
- Nie, niech pan ją zostawi. – stanął w Twojej obronie Harry. – Bardzo, bardzo się cieszymy na takie powitanie. Szczerość, a nie sztywne regułki. Nie przeszkadza nam bliskość dziewczyn, przecież jesteśmy nastoletnimi chłopakami! – anglista speszył się i zaczął wycofywać, a Ty w tym czasie poznałaś i przytulałaś chłopaków.
- Który z nas jest Twoim ulubionym? – zapytał wesoło Liam.
- Niall..Louis..Harry..Zayn..Liam..nie wiem! – zagubiłaś się.
- Niall.. – Lou szturchnął blondaska znacząco w ramię, a ten zarumienił się.
- Zostańcie chwilę sami, a my pójdziemy do fanów. – zaproponował Harry i zanim poznał Twoje i Niall zdanie, już zniknęli w tłumie. Przez chwilę staliście w milczeniu, patrząc sobie w oczy. Ale Niall zaczął pierwszy.
- Masz śliczne oczy..too znaczy bardzo podobają mi się zielone oczy.. – zająknął się, a Ty się roześmiałaś.
- Też Cię bardzo lubię, jesteś moim ideałem chłopaka. – nagle, cała złośliwość zniknęła z Twojego głosu i zrobiła się słodka jak cukierek. – Chodźmy do innych, na pewno czekają na Ciebie! – wzięłaś Irlandczyka za rękę i razem pobiegliście w stronę tłumu.

- Tak szybko? – zdziwił się Lou, widząc Was przedzierających się przez krzyczących nastolatków.
- Tak. – uśmiechnęłaś się do Nialla, a ten się zarumienił. Louis pokręcił głową ze zrezygnowaniem i wrócił do poszukiwań Harrego, który się gdzieś zgubił.
- Pomóżcie mi, bo jak go nie znajdę.. – zaczął Tommo.
- …Paul oderwie nam głowy? – zgadłaś i ruszyłaś za Louisem, trzymając się z Niallem za rękę.
- Harrry! – krzyczeliśmy na przemian, ale bez skutku. W pewnym momencie, mignęły Ci gdzieś przed oczami lokami Hazzy.
- Tam jest! –krzyknęłaś, wskazując palcem na kantorek woźnego. Pociągnęłaś za sobą Niallera i wspólnymi siłami przedarliście się do drzwiczek prowadzących do kanciapy.
- Hazza, to my, otwórz! – prosił Horan, waląc w drzwi.
- Mam innych pomysł. – szepnęłaś i delikatnie nacisnęłaś na klamkę. Szybko wślizgnęłaś się do środka i powiedziałaś Niallowi, żeby zaczekał na zewnątrz.
- Harry.. – cicho wołałaś chłopaka, niepewnie chodząc po ciemnym pomieszczeniu. W pewnym momencie wpadłaś w miotły i przewróciłaś się. Jakimś cudem trafiłaś na włącznik światła. Hazza siedział skulony w kącie z przerażonymi oczami.
- One są wszędzie! – wyszeptał lekko drżącym głosem. Podeszłaś do niego, usiadłaś obok.
- Hahahahaha, i mówi to jakże pewny siebie Harry Styles? Nie majacz chłopie! – zaśmiałaś się szyderczo. Podziałało. Chłopak wstał i stanął przed Tobą.
- Co Ty powiedziałaś?
- Że się boisz swoich fanek! – odpowiedziałaś, rozkoszując się swoim geniuszem. Tak naprawdę tak nie uważałaś, ale tylko stanięcie na dumie Harrego mogło pomóc.
- Pff..
- Co pff? Jakbyś się bał, to stałbyś przed fankami, a nie chowasz się u woźnego!
- Ja się boję?! – krzyknął Hazza i wybiegł za drzwi. Upojona sukcesem powoli kierowałaś się do wyjścia, kiedy nagle wrócił Hazza. – Dobra, boję się ich! Chodź ze mną.
- Dobra, idziemy. – puściłaś oczko do Harrego. – Sorry dziewczyny, wychodzimy! – krzyczałaś do fanek, a Niall posłusznie czekający pod drzwiami torował Wam przejście.
- Która godzina? – zapytał Liam, kiedy wszyscy chłopcy byli już w komplecie.
- 13:30. – odpowiedziałaś.
- O 14 zaczyna się nasz występ! Biegiem! – zakomendował i Niall, Harry i Zayn pobiegli za nim.
- Moooment! – krzyknął Lou. – Przecież nie wiemy gdzie mamy iść, może zaczekajmy na [T.I].
- Dobry pomysł. – zgodził się Liam i zaprowadziłaś chłopaków do Sali gimnastycznej. Załatwili Ci miejsce tuż przy scenie, mimo że sala była wypełniona już po brzegi.
- Zaczynamy od More Than This. – ogłosił Zayn, usłyszeliście muzykę i Liam zaczął śpiewać. Patrzyłaś na nich jak w obrazek, a szczególnie na Nialla. Jednak on zadawał się Ciebie nie zauważać. Tuż przed solówką Nialler, Harry pomógł Ci wejść na scenę. Byłaś zaskoczona, ale zrozumiałaś o co chodzi, kiedy Niall śpiewał, patrząc prosto w Twoje oczy.
„If I’m louder, would you see me?” – śpiewał, a Ty zrozumiałaś. Nic nie powiedziałaś, tylko gdy skończył przytuliłaś go i pocałowałaś.
- I love you.. – wyszeptałaś.