Dawno mnie tutaj nie było, nie ukrywam. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że ktokolwiek przeczyta moje wypociny i kiedy dzisiaj, przypadkiem, weszłam na ten blog i zobaczyłam 21 656 wyświetleń - zatkało mnie! Dziękuję za każdy komentarz, których jest naprawdę dużo i za każde wyświetlenie! To dla mnie znaczy niesamowicie wiele.
Jeśli ktoś nadal i tu jest, i jest zainteresowany moim one-shotem o Zouisie, to zapraszam do przeczytania. Ale ostrzegam, że mój styl pisania trochę się zmienił przez te 10 miesięcy ;)
Siedziałem
na kanapie w salonie i zastanawiałem się, co z robić z tak rozpoczętą sobotą.
Słońce delikatnie wchodziło zza chmur; zapowiadał się słoneczny, ciepły,
kwietniowy dzień. Właściwie nie miałem konkretnych planów, a nie byłem na tyle
zmęczony minionym tygodniem, aby przespać całą wolną sobotę. Chciałem, żeby coś
się wydarzyło, ale nie miałem pomysłu, jak stać się sprężyną tego wydarzenia.
Na
mojego chłopaka, Zayna, nie mogłem liczyć. Byliśmy parą już od trzech, więc
znałem go wystarczająco długo, aby stwierdzić, że jest okropnym leniem, więc
podejrzewałem, że obudzi się koło 15, zje kurczaka na obiad i pójdzie dalej
spać. Nie chciałem mu się narażać, bo już w zeszłym tygodniu obudziłem go z
jego po-kurczakowej drzemki.
Ku
mojemu zaskoczeniu, w pewnym momencie zawibrował mój telefon, oznajmiając
nadejście sms. Otworzyłem szerzej oczy widząc, że wiadomość jest od Zayna. Już
sam fakt, że w sobotę o godzinie 10 był na tyle ogarnięty, żeby do mnie napisać
był zadziwiający. Czym prędzej otworzyłem wiadomość:
„Hej,
Boo! Spotkajmy się dzisiaj. Przyjdę po Ciebie o 19. A, i ubierz się jakoś. Zayn
x”
Jak
zwykle, konkretny i rzeczowy. Odpisałem mu tylko krótkie:
„Do
zobaczenia, Zay! Xx”
Po
czym zacząłem się zastanawiać, co też mu wpadło do głowy. Do dziewiętnastej
miałem mnóstwo czasu, ale mimo to poszedłem do szafy zobaczyć co mogę włożyć.
Stwierdziłem, że skoro Zayn Mistrz Dresu Malik kazał mi się „jakoś” ubrać, to
znaczy, że mam się ubrać lepiej niż zwykle. Jedyne, co rzuciło mi się w oczy,
jako odpowiednie na tę okazję były miętowe rurki i biała koszula. Przejrzałem
jeszcze raz półki, szukając czegoś ładniejszego, ale niestety – nie udało mi
się. „Było szybciej informować, Malik” – pomyślałem i położyłem wyciągnięte z
szafy ubrania na fotel.
„10:34”.
Wciąż mam jakieś osiem godzin, więc co mogę robić w tym czasie?
Przypomniało
mi się, że ostatnio mój kumpel, Harry, pożyczył mi „ciekawą” książkę o
homoseksualizmie. Uśmiechnąłem się pod nosem. Kochałem czytać o głupotach,
które na ten temat wypisywały sfrustrowane feministki. Po chwili ogarnęłam mnie
straszna senność i chociaż rzadko zdarzało mi się ucinać drzemki w ciągu dnia,
już po chwili zasnąłem.
Kiedy
się obudziłem, w popłochu spojrzałem na zegarek. „17:54” Odetchnąłem z ulgą,
ale już po chwili wstałem i powolnym krokiem udałem się w stronę łazienki.
Wziąłem prysznic, umyłem zęby i ubrałem wcześniej przygotowane ubrania. „Jestem
gotowy” – uśmiechnąłem się do siebie i wziąłem do ręki telefon. Byłam
osiemnasta czterdzieści pięć, więc zaraz pojawi się mój Zorro. Jakby na
zawołanie, usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem je z uśmiechem i zobaczyłem
stojącego w nich Zayna z bukietem kwiatów. Miał nieskazitelnie czysty czarny
garnitur i wypastowane czarne buty. Jego włosy były, jak zawsze, idealnie
ułożone, a na twarzy widniał najpiękniejszy na świecie uśmiech.
-
Proszę, to dla Ciebie – powiedział, a ja oszołomiony wziąłem kwiaty. Nie
spodziewałem się takiego oficjalnego spotkania, dlatego speszyłem się. Chłopak
najwyraźniej to zauważył, bo powiedział:
- Wyglądasz
tak seksownie, Lou. Khm, miałem na myśli, że wyglądasz wspaniale – delikatnie
pocałował mnie w policzek i wystawił dla mnie swój łokieć – Zapraszam pana ze
mną – oznajmił, a ja ostrożnie złapałem go za rękę, zamykając drzwi. Wyszliśmy
na ulicę, a w nasze twarze uderzył podmuch ciepłego wiatru. Zamrugałem kilka
razy, bo nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Zayn prowadził mnie do... limuzyny?
- Ale,
Zayn... – zacząłem, ale on mnie uciszył, otwierając drzwi i wpuszczając mnie
przodem. Po chwili sam wsiadł z drugiej strony i powiedział kierowcy, że możemy
jechać.
-
Gdzie jedziemy? – spróbowałem drugi raz, tym razem skutecznie.
- Na
obiad – szybko odpowiedział Zayn i odwrócił wzrok. Przysunąłem się bliżej do
niego i oparłem głowę na jego ramieniu, rozkoszując się zapachem jego perfum.
Był taki... idealny, ale z drugiej strony czułem, że jest trochę zdenerwowany.
Pocałowałem go delikatnie w szyję, na co zadrżał i spojrzał na mnie.
-
Zaraz pojedziemy, LouLou – mruknął i pogłaskał mnie po włosach. Zgodnie z jego zapowiedzią,
już po kilku minutach samochód się zatrzymał, a my wysiedliśmy przed jedną z
najdroższych restauracji w Londynie. Chciałem zasugerować, że kierowca pomylił
adres, ale samochodu już nie było. Zayn pewnym ruchem złapał mnie za rękę i
pociągnął po schodach do wejścia. Przez chwilę szeptał coś do portiera, po czym
weszliśmy do środka. Zacząłem się rozglądać po wnętrzu, bo szczerze mówiąc,
pierwszy raz byłem w tak luksusowym miejscu. Lampy były wysadzane diamentami,
na podłogach leżały najdroższe, ręcznie robione, indyjskie dywany, a ściany
zdobiły przepiękne obrazy. Byłem tak oczarowany tym widokiem, że przez chwilę
zapomniałem, że stoimy z Zaynem na środku hallu. Ten jednak wydawał się nie być
zaskoczony moją reakcją, tylko kulturalnie czekał, aż skończę napawać się
pięknem pomieszczenia.
- Zay,
co MY tu robimy? – zapytałem szeptem. Czułem, że nie pasujemy tutaj. Większość,
o ile nie wszystkie, nasze randki odbywały się w podrzędnych restauracjach czy
kawiarniach, takich jak Starbucks. A teraz stoimy w tak pięknym miejscu, że
miałem wrażenie, że nawet królowa nie jest godna zjeść tutaj obiadu.
Zayn
tylko uśmiechnął się w odpowiedzi i skinął na kogoś ręką. Po chwili podeszła do
nas sympatyczna, młoda dziewczyna.
-
Dzień dobry, pan Malik i Tomlinson? – skinęliśmy głowami – Niezmiernie miło mi
panów powitać w naszych skromnych progach – „ta, skromnych!” – pozwólcie, że
wskażę wam wasz stolik – powiedziała i poprosiła, żebyśmy szli za nią.
Minęliśmy inne pary, rozkoszujące się zapewne pysznymi daniami i dotarliśmy do
stolika umieszczonego centralnie na środku sali. Mimo, że wszyscy inni goście
byli zajęci sobą nawzajem, czułem się obserwowany.
-
Rozluźnij się, Louis – uśmiechnął się Zayn i odsunął mi krzesło, żebym mógł
usiąść.
- Nie
trzeba – burknąłem, rumieniąc się.
-
Trzeba. To będzie nasz wieczór – oznajmił Zayn i powiedział, że mogę wybrać z
menu co tylko sobie życzę. Uśmiechnąłem się pod nosem. „Pewnie odkładał na ten
obiad całe miesiące”.
Kiedy
skończyliśmy jeść nasze niesamowicie dobre i wspaniale przyrządzone dania, przy
naszym stoliku zapadła cisza. Czułem, że rośnie napięcie, mimo że po prostu
siedzieliśmy naprzeciwko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Takie rzeczy się
czuje. Po chwili, ku mojemu zdziwieniu, Zayn wstał i krzyknął na całą salę:
- Przepraszam,
proszę o ciszę! – jak na zawołanie, wszyscy umilkli i patrzyli się na sprawców
tej sytuacji, czyli mnie i mojego chłopaka. Wstałem, bo może Zayn chciał mnie
poprosić do tańca albo coś. Chociaż to nie w jego stylu. Po pełnej męczącego
napięcia ciszy, Zayn złapał mnie za rękę i zaczął mówić:
-
Louis. Zaprosiłem Cię dzisiaj tutaj, bo może nie pamiętasz, ale dzisiaj wypada
czwarta rocznica, kiedy się poznaliśmy. Tak, to było wieki temu, ale wtedy
poznałem osobę, którą pokochałem jak nikogo innego. Kiedy spojrzałem wtedy na
Ciebie poczułem coś innego niż dotychczas. Tak bardzo się bałem, że możesz nie
czuć tego samego, że uroiłem sobie jakieś niestworzone rzeczy. Tymczasem nie,
Ty jesteś najlepszym partnerem, jakiego mogłem sobie wymarzyć – zrobił pauzę –
Louis, kocham Cię. Kocham każdy kawałek Ciebie, każdą cząstkę Ciebie. Kocham
to, jak się rumienisz, kiedy powiem Ci coś miłego. Kocham to, jak patrzysz na
mnie z wyrzutem, kiedy zostawię bałagan w salonie. Kocham Twój promienny
uśmiech. Kocham, kiedy przytulasz mnie i czuję się bezpiecznie. Kocham Twoje
włosy, Twoje uszy i twoje niesamowite usta, którym nigdy nie będę mógł się
oprzeć. Dziękuję Ci, że otworzyłeś moje oczy na zupełnie inny świat. Dziękuję
Ci, że wybaczasz mi moje wady i błędy. Dziękuję Ci, że jesteś ze mną i nigdy
nie mnie okłamujesz. Dziękuję Ci, za to, że więcej się uśmiecham i że jestem
szczęśliwy. Przepraszam, jeśli kiedykolwiek zraniłem Cię jakimś słowem lub
czynem. Przepraszam, że nie jestem idealny i że możesz mi naprawdę wiele zarzucić.
Przepraszam, jeśli Cię czymś zawiodłem. Przepraszam. Dziękuję, że mi tak wiele
wybaczasz i obiecuję, że będę lepszym człowiekiem. Bo dzięki Tobie staję się
lepszy – Zayn zamilkł na chwilę, otworzył małe pudełeczko i uklęknął przede mną
– Dlatego, przy wszystkich tutaj zgromadzonych, chciałbym zapytać: Louisie
Williamie Tomlinsonie, czy wyjdziesz za mnie?
Dziękuję za uwagę! :)
A, i jakby ktoś chciał, nie obraziłabym się za krótki komentarz :3
Miłego dnia wszystkim! xx